Wyszłam dziś z domu, byłam w kilku miejscach, robiłam zakupy w supermarkecie. Stojąc w kolejce byłam "nawet" spokojna. Powtarzałam sobie kilka razy zdanie "strach ma wielkie oczy, jestem bezpieeeczna" z uśmiechem od środka... ;-)
Wracało mi się do domu trochę tak jakbym "strzeliła" sobie jakieś alko po drodze,ale cóż...
Przecież to przez to,że tak filtruję swoje ciało - taaaak.
Wróciłam do domku, po czym dostałam smsa od mojego faceta, z pytaniem czy będę gdzieś jeszcze wychodziła , odpisałam bez chwili zastanowienia,że z psem będę jeszcze wychodziła.
Okazało się,że nie wysłał rano totka,a do wygrania miliony ;-)
Ma swoje liczby. No cóż, rozumie,że u mnie "ciężko" z wychodzeniem. Napisałam,że nie dam rady.
Po dłużej chwili, pomyślałam, a czemu miałabym nie iść? Czego mam się bać? Strachu?! Ooo nie, Znowu powtórzyłam zdanie "strach ma tylko wielkie oczy", spięłam pośladki , ubrałam się,czekałam tylko aż mój kochany przyśle mi swoje numery (oczywiście nie mówiłam ,że pójdę wysłać, spytałam tylko jakie to numery, tak z ciekawości).
No i ruszyłam! Wysłałam totka, kupiłam losa za piątkę (wygrałam w nim piątkę).
Wracałam do domu, kilka metrów przed domem pomyślałam sobie "strach ma wielkie oczy, śleeepia" ! Wysłałam kochanemu mmsa, oczywiście zdjęcie lotka ;-)
Ucieszył się. Cieszył się też,że wyszłam. Hmm jemu zrobiło się miło , mnie również :) Poza tym wylazłam! Spięłam poślady i wylazłam! Na przekór lęków!
Wieczorem znowu jazdy, odrealnienie,ale krótkotrwałe. Jakoś mało mnie to obchodziło, mniej niż zawsze. Przyszło, poszło.
Tyle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz